Pisane na kolejny konkurs. Nic nie zajęło, ale mam sentyment, może przez to jak bardzo szaleję na punkcie utworów Rahima, a jeden z nich był właśnie inspiracją do tego opowiadania. Zapraszam do czytania i prooooszę o komentarze :) żebym wiedziała, co robię dobrze, a co źle.
Pułapka
"Pamiętam
ten dzień jak dziś.
Na szczęście nie odziedziczyłem takich cech.
Spojrzałeś na synka powiedziałeś: "Peace.",
Spojrzałeś na synka powiedziałeś: "Peace.",
Aby odejść z dziwką, która zostawiła trzech.
Dzięki za tą całą karuzelę,
Dzięki za tą całą karuzelę,
Za czarny scenariusz odziany w pastele.
Mam tu w zamian słowo na niedzielę,
Mam tu w zamian słowo na niedzielę,
Dla mnie jesteś tylko płodzicielem!"
Rahim,
"Padrone"
Pamiętasz ten
dzień dokładniej niż wszystko inne. Dokładniej nawet niż to, co robiłeś wczoraj.
Wielokrotnie odtwarzałeś tę scenę w swoim umyśle, umacniając się w nienawiści
do ojca. I choć wiesz, że to chore, wciąż nie czujesz się gotów, aby mu
przebaczyć. To kolejny raz, kiedy zaciskasz pięści, starając się powstrzymać
palące łzy. Przeszłość uderza w ciebie ze zdwojoną siłą.
***
Znowu masz pięć
lat i siedzisz przy kuchennym stole. Z ciekawością obserwujesz kropelki
tłuszczu pływające po powierzchni zupy, zastanawiając się dlaczego nie chcą
zniknąć. I choć zaledwie trzy minuty temu mama prosiła cię, abyś choć spróbował
pomidorowej, nie masz najmniejszego zamiaru jeść "tego czerwonego". W
tym momencie jesteś obrażony na cały świat, a w szczególności na tatę.
Dzisiaj są twoje
urodziny. Obiecał, że wróci po pracy i weźmie cię do ZOO w Chorzowie. Jeszcze
nigdy tam nie byłeś, więc czułeś się niezwykle podekscytowany na myśl o tej
wycieczce. Byłeś tak szczęśliwy, zaledwie kilka godzin temu. Co piętnaście
minut pytałeś mamę, gdzie jest tatuś. Ale on nie przychodził, wciąż i wciąż. A
ty powoli zaczynałeś rozumieć. Teraz już wiesz. I wcale nie czujesz się z tym
lepiej. W końcu nie wytrzymujesz i zaczynasz płakać.
- Kochanie, co
się stało? - pyta cię matka.
- N-nic -
odpowiadasz. - Tatuś nie przyjdzie, prawda? Moje u-u-urodzinki!
Zaczynasz się dusić.
Uderzasz pięściami w blat stołu, przypadkiem rozlewając zupę. Jednak mama nawet
nie zwraca na to uwagi, tylko próbuje cię uspokoić. To na nic. Wyrywasz jej się
i biegniesz do pokoju. Kiedyś cieszyłeś się, że nie masz swojego łóżka i wciąż
możesz spać przy mamie, bo zawsze się przy niej uspokajałeś. Ale teraz, mimo
swoich pięciu lat dorosłości, chcesz, żeby nikt cię nie mógł znaleźć. Czujesz
gdzieś przy serduszku taki dziwny uścisk. Już nie płaczesz, tylko trzęsiesz
się, siedząc na podłodze obok kaloryfera.
Drzwi otwierają
się i dostrzegasz w nich uśmiechniętą twarz ojca. Nie rozumiesz, dlaczego jest
taki ucieszony. Po chwili zauważasz duży pakunek w jego rękach.
- Spóźniłeś się
- szepczesz z wyrzutem, ale twoja nadzieja na wyjście do zoo wraca. - Pójdziemy?
- Nie dziś,
synku - odpowiada ojciec. - Proszę, to twój urodzinowy prezent. Ja muszę iść do
pracy.
Wyszedł,
zostawiając cię samego. Słyszysz dźwięki kłótni dochodzące z kuchni, ale nie
ruszasz się ze swojego cichego kąta. Czujesz, że stało się coś złego.
Trzaśnięcie drzwiami sprawia, że aż podskakujesz. Nie rozumiesz, co się dzieje.
Nagle do pokoju wpada zapłakana mama i przytula cię mocno. Bezpieczeństwo. W
jej uścisku zapominasz o wszystkim, bo wiesz, że nikt cię nie zrani. Z
zadowoleniem przytulasz się do pachnących kwiatami blond włosów. Wszystko
będzie dobrze, myślisz sobie.
***
Dwadzieścia lat
później siedzisz w tym samym mieszkaniu, w tym samym kącie. Już nie jesteś
naiwnym dzieckiem, którego problemy znikały jak za dotknięciem czarodziejskiej
różdżki. Znasz doskonale dalszy ciąg tamtej historii. Tatuś nie wrócił,
myślisz z goryczą. Wszystko posypało się jak domek z kart. Wiesz, że to właśnie
ojciec był tym, który popchnął pierwszą kartę. Twoje życie legło w gruzach.
Zmieniłeś się od
tamtego czasu. Z dnia na dzień coraz bardziej przepełniała cię myśl o tym, że
żyjesz tylko dla tej zemsty. Dziś masz dwadzieścia pięć lat i jesteś już tego
pewien. Nie masz żadnych innych planów, żadnych ambicji, żadnej przyszłości.
Wiesz tylko, że musisz za wszelką cenę zemścić się na tym człowieku za to, co
zrobił mamie. Już nawet w myślach nie nazywasz go ojcem. Ten człowiek jest dla
ciebie całkiem obcą osobą.
To przez niego
nie założyłeś rodziny. To przez niego utraciłeś całą swoją dziecięcą wrażliwość.
To przez niego twoja najukochańsza mama wylądowała na oddziale psychiatrycznym.
To przez niego byłeś sam przez całe życie. Przez niego.
Podnosisz się z
podłogi, po czym otrzepujesz ubrania. W tym momencie jesteś istotą całkowicie
wypraną ze wszystkich pozytywnych emocji. Już nie pamiętasz swojego śmiechu. Z
rozrzewnieniem dotykasz starych ścian, zaledwie muskając je opuszkami palców.
Zdajesz sobie sprawę, że już dawno powinieneś wyremontować to stare mieszkanie,
ale nie potrafiłbyś zniszczyć pamiątki po tych kilku szczęśliwych latach
swojego życia.
Wychodzisz z
domu, zamykając go uprzednio na wszystkie spusty. Idąc znajomymi uliczkami,
odzywa się u ciebie coś na kształt sumienia. Zagłuszasz je bezczelnie, wtykając
do uszu słuchawki. Liczy się tylko zemsta.
***
Jesteś pod jego
domem. Wpadasz w złość, widząc, czego dorobił się na twoim nieszczęściu. I
nawet wysoki, żeliwny płot nie jest w stanie cię zatrzymać. Tak bardzo tego
pragniesz. Chcesz go zniszczyć. Chcesz, aby przez chwilę czuł się tak jak ty.
Gładzisz palcem jedną z wielu blizn na nadgarstku. Już wkrótce.
I nawet pogoda
tego dnia ci sprzyja. Czujesz się jak w kinie podczas oglądania horroru. Jesteś
jednym z aktorów. Zawsze lubiłeś burzę, bo idealnie oddawała to, co działo się
w twojej duszy. Teraz jest tak samo - z lubością obserwujesz słabe liście klonu
zmagające się z siłą bezwzględnego wiatru. Widzisz krople deszczu, które kończą
swoją wędrówkę na maskach nowoczesnych samochodów, wygrywając dziwną melodię
potępienia. Czekasz z niecierpliwością na sygnał od reżysera, aby wreszcie
pozwolił ci wejść i odegrać ćwiczoną od wielu lat kwestię.
Nie wzdrygasz
się nawet, gdy błyskawica przecina niebo. To twój czas.
Naciskasz
dzwonek wielokrotnie, nie siląc się nawet na subtelność. Maltretujesz przycisk,
podczas gdy orzeźwiające krople, jedna po drugiej, spływają ci po twarzy.
- Kto tam? -
słyszysz nieprzyjemny, gburowaty głos i jesteś już pewien, że to on.
- Przepraszam,
jestem pracownikiem zakładu energetycznego, przyszedłem sprawdzić stan liczników
- odpowiadasz pewnie; już od dawna miałeś to wszystko zaplanowane.
Furtka otwiera
się. Kierujesz się w stronę budynku, a w głowie kłębią ci się różne myśli.
Spychasz je wszystkie na bok, to nie jest odpowiedni czas. Przyszedłeś po to,
żeby dokonać sądu. Już nawet znasz wyrok. Otwierasz drzwi i ciekawie rozglądasz
się po jasnym hallu. Dochodzisz do wniosku, że jest tutaj zbyt ładnie, zbyt
spokojnie, zbyt ciepło. Ty nigdy nie miałeś szansy na taki dom.
- Czego pan
chce? Przeca mówiłem, że liczniki są na zewnątrz.
Wciągasz go do
niewielkiego pomieszczenia i zamykasz drzwi. Jesteś gotów.
- Witaj, tato -
mówisz. - To ja, Artur. Ten sam, którego porzuciłeś dwadzieścia lat temu...
Twoje słowa są
pełne goryczy i niezwykłego jadu, gdy opowiadasz szczegół po szczególe historię
swojego nieudanego życia. Obarczasz go winą za każdą łzę matki, każdą chwilę,
którą spędziłeś w samotności, za wszystko. Przestajesz zwracać uwagę na słowa,
gdy dajesz upust emocjom. Klniesz tak jak nigdy, coraz bardziej podnosząc głos.
- Przepraszam
cię, dziecko.
Słowa ojca
docierają do ciebie po chwili, działając jak czerwona płachta na byka.
Rozjuszony, łapiesz go za przód eleganckiej marynarki. Jesteś dużo silniejszy,
a przy tym pozbawiony skrupułów. Sytuacja zaczyna wymykać ci się spod kontroli.
- Wiesz co to
ból? - dyszysz. - Wiesz? Jesteś zwykłym śmieciem. Zostawiłeś mnie i mamę dla
tej blond suki, która pewnie urodziła ci nowe dziecko, co? Lepsze, bo w końcu
ja byłem tylko błędem. Zwykłą pomyłką, którą można było wyrzucić w kąt?
NIENAWIDZĘ CIĘ!!!
Oddychasz
ciężko, próbując opanować rozszalałe nerwy. Nie, powtarzasz sobie,
nie możesz go zabić. Twoja zemsta ma na celu zupełnie coś innego. Puszczasz
ojca i wybiegasz z budynku. Krew pulsuje ci w żyłach, gdy z zawrotną prędkością
pokonujesz imponujących rozmiarów plac.
Już jesteś przy
samej furtce, gdy praktycznie zderzasz się z kimś innym. Podświadomie
klasyfikujesz przeszkodę jako bezbronne dziecko. Rzuciwszy na nie okiem,
dostrzegasz znajome rysy u siedmioletniej blondynki. Jej miodowe oczy są
bliźniaczo podobne do twoich. Chcesz uciec, ale coś nie pozwala ci biec dalej.
Twoje serce jest w tym momencie rwane na sto tysięcy małych kawałeczków.
Zaciskasz zęby i przepuszczasz dziewczynkę.
Już wiesz, że
wpadłeś w pułapkę.
Zdajesz sobie
sprawę z tego, że twoja zemsta nigdy się nie dokona.
Dawna obietnica
wraca do ciebie, wywołując na twojej twarzy pierwszy od wielu miesięcy uśmiech.
Przysięgałeś, że nigdy nie zniszczysz dzieciństwa żadnemu dziecku.
Śmiejesz się jak
szaleniec siedząc na betonowym murku. Wszędzie dookoła panuje burza, ale
wydajesz się tego nie zauważać. Spoglądasz w szpitalne okno i, szepcąc
niewyraźne przeprosiny, czujesz, że coś w twoim życiu zmieniło się na lepsze.
0 komentarze: